Nasz wyjazd do teatru rozpoczął się niczym wielka wyprawa badawcza. Wszyscy wyruszyli wyposażeni w prowiant, dobre humory i nadzieję, że w teatrze będą wygodne fotele. Niektórzy nawet zapowiadali, że nie zasną, co już na starcie brzmiało jak ambitny plan.
Spektakl ,,O mniejszych braciszkach św. Franciszka” to pełna mądrości i humoru opowieść o czystej, prostej i prawdziwej miłości. O człowieku, który przemierzał świat, trwając w zachwycie i wdzięczności za każdą napotkaną na drodze istotę. Braciszkowie byli rzeczywiście „mniejsi” — przynajmniej w porównaniu z ich ogromnym entuzjazmem i jeszcze większą umiejętnością robienia hałasu.
Po spektaklu nadeszła długo wyczekiwana chwila: warsztaty teatralne, czyli moment, w którym mogliśmy odkryć w sobie ukryte talenty… albo przekonać się, że jednak ich nie mamy, ale i tak jest zabawnie.
Po warsztatach czuliśmy się jak prawdziwi artyści — zmęczeni, trochę spoceni, ale dumni. Ktoś nawet zaproponował, żeby założyć własny zespół teatralny… choć nazwa wymaga jeszcze przemyślenia.
Podsumowując: wyjazd był pełen śmiechu, energii i kreatywnego chaosu. Wracaliśmy do domu bogatsi o nowe doświadczenia i przekonani, że teatr to nie tylko scena i kurtyna — to także świetne miejsce, żeby odkryć w sobie wewnętrznego aktora.