Jeśli myśleliście, że epoka lodowcowa to przeszłość, to znaczy, że nie było Was na urodzinach Michała! Przetrwaliśmy, wyśpiewaliśmy się i prawdopodobnie spaliliśmy więcej kalorii na parkiecie niż zjedliśmy w torcie (choć to akurat naukowo
niepotwierdzone).

Co się działo?

Kulig: Nikt nie wypadł z sań, co uznajemy za ogromny sukces logistyczny. Konie były pod wrażeniem naszej kondycji wokalnej.
Ognisko: Kiełbaski smakowały dymem i zwycięstwem, a ogień był jedynym powodem, dla którego nasze nosy nie odpadły z zimna.
Prezenty: Michał oficjalnie stał się bogatszy o kilka gadżetów z Angry Birds i masę wspomnień (tych, które udało się zapamiętać).
Zimne ognie i Tort: Było tak jasno i słodko, że nawet sąsiednie wioski myślały, że to już sylwester.
Tańce i śpiewy: Choreografia była… powiedzmy, że autorska. Gardła bolą do dziś, co jest najlepszym dowodem na to, że playlista weszła idealnie.

Michał, dzięki za zaproszenie! Kto nie był, niech żałuje i ogląda zdjęcia (dostępne po wpisaniu hasła: GdzieMojaKiełbasa).

Sto lat raz jeszcze!

P.S. Serdeczne podziękowania dla mamy Michała za zorganizowanie wspaniałej imprezy urodzinowej.